
Przeszłość muzyków Contemporary Noise Quintet do tej pory z jazzem nie miała prawie nic wspólnego...
Przeszłość muzyków Contemporary Noise Quintet do tej pory z jazzem nie miała prawie nic wspólnego. Bracia Kapsa z wielkim powodzeniem prowadzili przez ostatnie lata rockową formację Something Like Elvis. Dziś udzielają się z członkami Sing Sing Penelope i Soul Essence. Efekt ich pracy to płyta z końca 2006 roku - "Pig inside the gentleman"
Nazwanie tej płyty "jazzową" w rozmowie z jazzmanem to wstęp do awantury. Udowadnianie ludziom słuchającym rocka, że ich muzyka może być zagrana na kontrabasie, trąbce i saksofonie - i to bez gitary! - spowoduje pusty śmiech. Po co to robić, skoro CNQ ani na jazz, ani na rock się nie sili?
Z rockowej stylistyki korzysta Esbjorn Svenson Trio, Hakon Konrnstadt z Wibutee, Jaga Jazzist od czasów płyty "What we must", połowa artystów zwiazanych z Rune Gramofon. Wszyscy oni z przepastnej historii jazzu i rocka biorą dokładnie to, co pozwala im na pełną wypowiedź muzyczną.
W przeciwieństwie do płyt Hancocka czy The Bad Plus, na "Pig inside the gentleman" nie znajdziemy ani jednej kompozycji z repertuaru Nirvany czy Radiohead. Usłyszymy za to muzykę pełną siły, jaka płynęła z nagrań gigantów rocka. Zestawienie potężnej "up-beatowej" perkusji z kontrabasem stanowi solidną podstawę pod pełne "hałasu" kompozycje. Trąbka i saksofon nieuchronnie zmierzają do kulminacji, a fortepian generuje proste, nastrojowe nuty.
Piękna, dynamiczna i bardzo niejazzowa płyta. A pasji w niej więcej, niż na niejednej, wygładzonej mainstreamowej produkcji.